Blog
artretyzm sylwestra stallone
bronisław lemur
1 obserwujący 73 notki 13880 odsłon
bronisław lemur, 17 czerwca 2017 r.

RAFAŁ SPIĄŁ POŚLADKI I NARESZCIE COŚ WYGRAŁ

463 3 0 A A A

Ja wiem, że słynny od Zagrzebia po Lublanę Tour of Slovenia to nie ta sama liga, co choćby Tour de Romandie albo de Swisse, o poważnych wyścigach nawet nie wspominając. Słoweński wyścig, to - według rangi - coś w rodzaju Tour of Calafonia, czyli raczej niewiele. Ale jednak i takie tury do czegoś się przydają. Ot do tego choćby, aby wzmocnić w sobie poczucie własnej wartości, a przy okazji popracować nad błędami. I tą razą Rafał Majka dobrze wykonał robotę, wyciągając właściwe wnioski z przegranej niedawno Kalafonii. Znów na tzw. "królewskim", silnie podjazdowym pod górkę etapie jechał w pierwszej trójce, i znowu jako faworyt. Jednak dzisiaj - w przeciwieństwie do amerykańskiego wyścigu - do końca jechał z głową. Nie pozwolił się wykolegować, choć rywale bardzo się starali.

Od początku podjazdu na plecach siedział Majce niejaki Haig z Oryki, który koniecznie uparł się, żeby jego kosztem doczołgać się do mety, a nawet przejechać ją pierwszemu. Obok zabawnego, upierdliwego kolegi z Antypodów, w trójce jechał też Janusz Visconti z Meridy. Dobry kolarz. Ten przynajmniej od czasu do czasu odpadał albo (dla odmiany) wychodził na prowadzenie, a nawet nieśmiało szarpał. Słowem robił szoł. Haig nic, tylko pedałował ze spuszczoną głową, plując zawzięcie na asfalt, w ten sposób starając się przekonać konkurentów, że jedzie już na oparach (a przejechał na nich  dwanaście kilometrów pod górę). Zdechł dopiero sto metrów przed metą i dobrze mu tak. Ale takie wiąchy, jakie Haig usłyszał od Majki na całej trasie podjazdu, rzadko się chyba trafiają. Polak co chwila składał mu propozycje nie do odrzucenia, zapewne jak następuje: "No weź ty... i poprowadź choć z pięćdziesiat metrów! Długo się tak będziesz za mną, ..., woził, jak smród za gaciami?" Dobrze że Pan Rafał solidnej pompki przy sobie nie miał, bo jakby miał, łeb Haiga mógłby dojechać na metę mocno posiniaczony.

Na finiszu włoski (aczkolwiek doświadczony) Janusz zaatakował pierwszy, licząc na to, że ma najlepsze przyspieszenie, ale tym razem Pan Rafał pozostawił sobie pod nogą właściwą rezerwę i wyczekał, ostatecznie ogrywając Italiano bezproblemowo. Swe dzisiejsze zwycięstwo zawdzięcza Majka niezłej taktyce, dostatecznej sile oraz pomocy kolegi z ekipy Bora-Garnki-Sagany,, młodego Muhlbergera, który mało na pierwszej części podjazdu urobił się jak koń, to jeszcze na metę dojechał czwarty. Chłopak ma parę w pośladkach i mam nadzieję, że na na TdF też jej trochę zachowa.

Najważniejsze co się dziś zdarzyło, że Majka nie spasował ani na chwilę. Atakował kilkakrotnie, a gdy okazało się, że w ten sposób nie uda się urwać rywali, postanowił dać sobie z nimi radę na finiszu. I to nie tak jak na Kalafonii, gdy Talanski okpił go na ostatnich metrach. 

W oczekiwaniu na TdF wszystkim miłośnikom powolnej jazdy na rowerach pod górkę ślę serdeczne pozdrowienia.

BL


Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

rozsądny inaczej

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Autor Dziecinna zawziętość wzmożonej strachem opozycji w odpowiedzi na infantylną...
  • @MULTIMIR Dureń.
  • @Autor "Politycy gadają o „społeczeństwie otwartym” i swoimi działaniami wspierają...

Tagi

Tematy w dziale Sport