Blog
artretyzm sylwestra stallone
bronisław lemur
1 obserwujący 66 notek 12531 odsłon
bronisław lemur, 25 marca 2017 r.

PAN RAFAŁ ĆWICZY NOGIE W KATALUNII

103 1 0 A A A

Dziś odbył się wew Katalunii ostatni ważny etap kolarskiego wyścigu dookoła tej prowincji (quasipaństwa). Wziął w nim udział Rafał Majka, od tego roku reprezentujący sławną ekipę "Bora-Deutche Garnken und Prima Sort Kuchenne Okapy GmbH Co KG". Nasz brązowy olimpijczyk przeciera w Katalunii kopyto przed TdF, na którym ma podobno szaleć, jak nigdy dotąd jeszcze nie miał okazji. A nie posiadał jej, gdyż albowiem na Wielkiej Pętli, startując w teamie "Tinkoff-Finansowa Oligarchia", Pan Rafał robił jedynie za pomocnika Dziadzia Contadora. Na szczęście Dziadzio Contador co i raz się gubił albo łapał go atak starczego artretyzmu, więc Majka dwa razy miał okazję wygrać podkoszulek w grochy, bo pod koniec TdF-u dostawał od ekipy wolną rękę.

Dotychczasowy przebieg kataluńskiej rywalizacji został zdeterminowany już prawie na samym jej wstępie, gdyż organizatorzy na początek imprezy wymyślili długi etap drużynowej jazdy na czas. A to oznaczało, że Majka straci już na wstępie ładnych parę minut, bo Bora to nie BMC i na czas jeździć nie umi. I tak też się stało. O sukces w klasyfikacji końcowej zamierzali walczyć: Froome ze Skaju, zajadły Don Pedro Alejandro Zorro Valverde y Carramba oraz Dziadek Contador. Na kolejnych etapach górskich (dwóch bodajże), Don Alejandro robił groźne miny, co i raz szturmował, wpadał pierwszy w wyłomy zdobywanych twierdz, wywijał szpadą niczym najlepszy estremadurski szermierz. Jednym słowem straszył wszystkich wkoło, a siebie chyba najbardziej. Wreszcie wczoraj, na tzw. Królewskim Etapie, udało mu się i dziś założył koszulkę lidera. Za nim uplasowali się Froome i Dziadzio Contador, który przed wyścigiem zarzekał się, iż przyjechał do Katalunii tylko poćwiczyć, ale jego oczy mówiły coś innego. One mówiły: "Froome, nienawidzę cię! Załatwię cię, ty Biały Murzynie!" Majka był do dziś siedemnasty z ponad trzyminutową stratą, bo jego Nowe Niemieckie Garnki bynajmniej wcale nie jadą w Katalunii najlepiej, co zresztą było do przewidzenia. Zresztą sam Pan Rafał też nie dawał z siebie zbyt wiele i chyba słusznie.

Dziś, na początkowej części etapu, rywalom udało się odczepić Froome'a. Kolarz ze Skaju zagapił się w pewnym momencie albo olał kataluński wyścig i odpadł od dwudziestoosobowej czołówki, na którą to wiadomość oczy Dziadzia Contadora aż się zaświeciły z wielkiej radości. Don Alejandro też się chyba nie zmartwił, gdyż w generalce wyprzedzał Angola ledwo o 21 secund. Do czołówki z tuzami załapał się też Pan Rafał w czerwonym ka-ka-kasku (bez pomocników, rzecz jasna), a jego jazda wcale nie odbiegała od najlepszych. Nawet na bardzo długich zjazdach, które nie są najmocniejszą stroną naszego dzielnego górala. Trzymał się na nich Don Alejandra, co dobrze o nim świadczyło. O Majce, znaczy się, bo Valverde to nie Nibali ani Henao i umi zjeżdżać z górki bez wywrotki, więc zawsze warto się wówczas za Hiszpanem ustawić.

Na samym finiszu jadący po etapowe zwycięstwo Don Alejandro został wykiwany przez kolarza Oryki, Impey'a i musiał się obejść smakiem. A już witał się z burrito z chrzanem, na grubym cieście… Na pocieszenie pozostało Hiszpańczykowi, że pozbył się Froome'a, a przewagę nad Dziadziem Contadorem też zachował znaczną. Wyścigi w typie "Katalunia" organizowane są po to, by tacy kolarze jak starzejący się Don Alejandro mieli gdzie wygrywać. No i żeby było gdzie ćwiczyć nogę przed poważnymi wieloetapówkami.

Trzeba przyznać, że Volta Catalunya niezgorzej służy ćwiczeniu kopyta. 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Sport